Usuwanie tatuaży Sieradz






Prosimy o niezamieszczanie linków pozycjonujących w naszym serwisie. Posty, podpisy oraz całe profile ze spamem będą na bieżąco usuwane.
Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Eugeniusz Bodo-cicha śmierć wielkiego aktora

Eugeniusz Bodo-cicha śmierć wielkiego aktora 7 lata 6 miesiąc temu #15344

  • zodiak72
  • zodiak72 Avatar
  • Wylogowany
  • To wcale nie spamer
  • Posty: 804
  • Oklaski: 0
Zawsze mnie zastanawia banalność śmierci, rola przypadku w życiu czlowieka i barbarzyństwo Rosjan...

Eugeniusz Bodo (wlasciwie Bohdan Eugene Junod) był jednym z najbardziej znanych polskich aktorów przedwojnia. Miał szwajcarskie obywatelstwo, wedlug niektórych wersji urodził się w Lodzi. Jego role w filmach przedwojennych są powszechnie i ogólnie znane. Mało znane natomiast szerzej natomiast są losy Eugeniusza Bodo po wybuchu wojny. Trafił do Lwowa, gdzie, według wszelkiego prawdopodobieństwa został aresztowany przez PRZYPADKOWY patrol NKWD 26 czerwca 1941 roku , osądzony i uznany za 'element niebezpieczny' - zesłano go do łagru w Archangielskiej Oblasti, gdzie zmarł wycieńczony z głodu.

wklejam fragment arcyciekawego tekstu, podającego nieznane szczegóły (i wersje) śmierci Eugeniusza Bodo w Rosji Radzieckiej:

Historia pewnej chusteczki
W r. 1972 historyk kina Stanisław Janicki w swojej audycji telewizyjnej przypomniał sylwetkę Bodo i poprosił widzów o nadsyłanie wspomnień o aktorze. Aż dwadzieścia listów zawierało - bardzo różne - informacje na temat okoliczności śmierci Bodo, pokrywające się z pogłoskami z czasów wojny. Dwa listy wskazywały nowy trop. Lekarz z Radomia napisał: "W roku 1943 przybyłem na punkt przesyłkowy w Kotłasie (obwód archangielski), gdzie w szpitaliku nr 5, trzy czy cztery dni później, zmarł Bodo". Był też inny list - od siostry ciotecznej Bodo, Ireny Kuleszyny. Pisała, że w 1958 r. otrzymała z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża pismo z wiadomością, że Bodo zmarł w łagrze w r. 1943. Niewiele można było w PRL zrobić z tą informacją. Janicki włożył ją do koperty, na której napisał, by po jego śmierci przekazać ją Filmotece Narodowej. Otworzył ją sam po 1989 r. Postanowił zrealizować film o Bodo. W r. 1990 w Rosji ukazała się książka Alfreda Mirka - muzykologa polskiego pochodzenia. Dziennik więźnia był wstrząsającą opowieścią człowieka, który - podobnie jak jego zmarły na zesłaniu ojciec - spędził w łagrach wiele lat (ostatnią karę Mirek odbywał jeszcze w połowie lat 80.!). Profesor poświęca fragment wspomnień towarzyszowi niedoli z moskiewskiego więzienia na Butyrkach - polskiemu aktorowi, na którego występach był w Moskwie w 1940 r. i którego płyty z piosenkami śpiewanymi po rosyjsku często słuchał przed uwięzieniem. Tym aktorem był Eugeniusz Bodo. W 1991 r. w Życiu Warszawy ukazała się informacja o książce. Stanisław Janicki dotarł do profesora, a także do krewnej Bodo, Wiery Rudź. I do wielu jeszcze osób - m.in. do Czesławy Bachman-Strumieńskiej, córki właścicielki lwowskiej kawiarni, w której na początku wojny bywał Bodo. Ich wypowiedzi znalazły się w filmie Janickiego Eugeniusz Bodo - za winy niepopełnione, wyemitowanym przez Telewizję Polską w r. 1997. To, co opisał profesor Mirek i co potem opowiedział w filmie, jest porażające.

Alfred Mirek trafił do więzienia na Butyrkach jako 19-letni "syn wroga ludu". Znalazł się w wieloosobowej celi. Jego uwagę zwrócił innostraniec, którego twarz wydała mu się znajoma. "O tym, że był cudzoziemcem, świadczyło wszystko: postawa, maniery, wychowanie, wygląd". Szczególnie zwracał uwagę płaszcz, którego więzień nigdy nie zdejmował. "W celi był odosobniony, odtrącony. Nie rozmawiał z nim nikt. Wówczas było to bardzo niebezpieczne, można było zarobić dodatkowy paragraf za kontakt z cudzoziemcem". Mirek nie był ostrożny. Zaprzyjaźnili się. Dzielił się z Bodo zawartością paczek, dużo rozmawiali. Zbliżyło ich też to, że obaj byli Polakami. Bodo opowiedział Mirkowi swoją historię. Oto jak brzmią jego słowa zapamiętane przez profesora: "W czerwcu 1941 roku we Lwowie - opowiadał Bodo - weszło do mnie dwóch. Zaproponowali, żebym się ubrał i pojechał z nimi. Byłem przekonany, że chcą mnie uratować przed niemiecką okupacją. Żartowałem, wziąłem płaszcz, kapelusz. Wsiedliśmy do samochodu i pędziliśmy bez wytchnienia, żeby się wydostać z zachodniej Ukrainy. Zatrzymaliśmy się dopiero wieczorem w jakimś dużym mieście. Zamknęli mnie w garażu siedziby NKWD, a sami poszli zjeść i wyspać się. Rano zjawili się odmienieni nie do poznania. Poprzedniego dnia uciekali jak zające, teraz syci i różowi na twarzach przedstawiciele wielkiego państwa radzieckiego. Traktowali mnie jak powietrze. W ciągu tej nocy napiłem się tylko wody z kranu. Pomknęliśmy do Moskwy. Przywieźli mnie do Butyrek - i tak tu siedzę".

Bodo spędził na Butyrkach dwa lata. Nie był przesłuchiwany - jakby o nim zapomniano. Aby oszukać żołądek, wypijał duże ilości gorącej wody z solą. "Nie chciałem mu dawać soli - wspomina Mirek - ale tak prosił, że nie sposób mu było odmówić". Prawdopodobnie nerki odmawiały posłuszeństwa, Bodo słabł, puchły mu nogi i twarz. Popadał w depresję. Nie wiedział, że Stanisław Kot i Tadeusz Romer w imieniu polskiej ambasady w Moskwie starają się o jego uwolnienie. Strona sowiecka tłumaczyła, że los obywatela szwajcarskiego nie może być przedmiotem rozmów z Polakami. Z tych samych przyczyn "amnestia" dla Polaków przetrzymywanych w więzieniach i łagrach ZSRR Bodo nie objęła. Na początku kwietnia 1943 r. Mirek czekał na transport do łagru. Podarował przyjacielowi na pożegnanie płócienny woreczek na chleb. Wówczas Bodo zrobił to, co czynił zawsze, gdy chciał obdarować kogoś bliskiego: wyszywankę. "Oderwał z poły płaszcza kwadrat z podszewki, wysupłał z ręcznika nici, pożyczył od kogoś grubą, wykonaną więziennym sposobem igłę i zawijając na kolanie brzegi materiału podszył je. Wyszła chusteczka. To było wszystko, co mógł mi ofiarować".

Po kilkunastu miesiącach w łagrze Mirek spotkał więźnia, który opowiedział mu, że był świadkiem śmierci Bodo. Aktor także został wywieziony na wschód. "Z wielkim trudem, podtrzymywany, czepiając się uchwytów więziennego samochodu, znalazł się w środku. Ani płaszcza, ani kapelusza już wtedy nie miał". W chwili przybycia do łagru był w agonii. Nie wiadomo, czy żył jeszcze, gdy podnoszono go z zalanej moczem podłogi towarowego wagonu i niesiono do obozowego szpitala. Tam stwierdzono zgon. Ciało widział lekarz z Radomia - ten, który potem pisał do Stanisława Janickiego. Zmarłego Bodo umieszczono w stodole, gdzie mieściła się kostnica, potem wrzucono do zbiorowego grobu.

Opowieść profesora Mirka została oficjalnie potwierdzona. Pani Wiera Rudź po 1989 r. zaczęła intensywne poszukiwania. Pisała nawet do Lecha Wałęsy i Borysa Jelcyna. W 1991 r. otrzymała z rosyjskiego PCK dwie wstrząsające fotografie więzienne. Bodo z kilkudniowym zarostem, z opuchniętą twarzą, w drelichu. Do zdjęć dołączone było pismo: "Żano-Bodo Eugeniusz-Bogdan ur. 1899 Genewa, syn Teodora, z zawodu aktor, reżyser. Został aresztowany w 26 czerwca 1941 i decyzją specjalnej narady przy NKWD ZSRR skazany na 5 lat ciężkiego obozu wychowawczego jako element społecznie niebezpieczny. Okres kary odbywał w więzieniu Butyrskim w Moskwie, w mieście Ufa i w Archangielskiej obłasti. Zmarł 7 października 1943 roku. Na podstawie artykułu 3 Ustawy Federacji Rosyjskiej ´O Rehabilitacji Ofiar Politycznych Represji
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.





Zasilane przez Forum Kunena