Usuwanie tatuaży Sieradz






Prosimy o niezamieszczanie linków pozycjonujących w naszym serwisie. Posty, podpisy oraz całe profile ze spamem będą na bieżąco usuwane.
Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12010

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
PAN WSKRZESIŁ MNIE Z MARTWYCH


Wywiad z Borysem Filipczukiem, oficerem sił Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy, który zmarł i został wskrzeszony z martwych. Rozmowę przeprowadziła Liubow Wasilenko. „Słowo Wiary” w 2000 r.)

SPIS TREŚCI
Borys, oficer MSW. Jakim był przed swoją śmiercią?

- Śmierć stwierdzona przez lekarzy
- Literatura medyczna o możliwości powrotu do życia
- Widziałem niebo, rozmawiałem z Bogiem
- Panika wśród personelu szpitala
- oszołomienie współpracowników
- Wniosek końcowy komisji lekarskiej
- Jak otrzymać życie wieczne?
- Co to wszystko miało znaczyć?
- Do ludzi całej ziemi !


Borys, oficer MSW. Jakim był przed swoją śmiercią?

LW: Przedstawiam wam Borysa Filipczuka. Borys, proszę powiedzieć na początek kilka słów o sobie.
BP: Jestem oficerem, nadporucznikiem milicji. Pracowałem jako dyżurny operacyjny w jednym z posterunków terenowych milicji w okręgu Chmielnickim. Przeszedłem przez wojnę w Afganistanie. Urodziłem się w 1963 roku, jestem żonaty, mamy z żoną trójkę dzieci. Mieszkamy we wsi Nowaja Siniawka w powiecie Starosiniawskim okręgu Chmielnickiego.
LW: Borys, wiem, że jesteś teraz człowiekiem wierzącym. Jak spotkałeś się z Bogiem?
BP: Byłem człowiekiem niewierzącym, a nawet powiedziałbym, że byłem wojującym ateistą, podczas gdy moja żona i jej rodzice byli wierzący. Żona zawsze chciała, aby Bóg mnie zbawił i dał mi życie wieczne. Pewnego razu, a było to 16 września 1996 roku, pastor Kościoła Pełnej Ewangelii z miasta Mariupola Nikolai Iwaszczenko był z wizytą w naszej wiosce u swoich krewnych. Moja żona poprosiła go, by porozmawiał ze mną, ale uprzedziła go, że ma być w rozmowie ze mną delikatnym. Wtedy byłem może nie aż tak agresywnym, ale w niektórych przypadkach niepohamowanym i grubiańskim. Rzadko otwierałem się przed kimkolwiek. Od dzieciństwa przygotowywałem się do służby oficerskiej, a moja szorstkość, być może, pochodziła z okresu służby w wojsku. Otóż kiedy pastor, Nikołaj zjawił się u mnie, we mnie na jego widok zaraz zrodziła się myśl: „No, teraz ja cię urządzę…” Kiedy jednak podszedł do mnie, nie rozumiem, co się stało… Nikołaj poklepał mnie przyjaźnie po plecach i coś opowiedział. Teraz nie pamiętam już co, ale nigdy dotychczas nie słyszałem słów bardziej przekonywujących. Byłem przyzwyczajony do wydawania i przyjmowania rozkazów i do wykonywania ich bez zastanowienia, natomiast pod wpływem słów Nikołaja we mnie coś się odwróciło. Odczułem przypływ takiego pokoju i uciszenia w moim sercu, jakiego nie zaznałem od dzieciństwa. I wtedy pastor Nikołaj zaproponował: „A teraz pomodlimy się. Powtarzaj za mną…” – i on poprowadził mnie w modlitwie upamiętania. Od razu zstąpiła na mnie moc Boża i Pan ochrzcił mnie Duchem Świętym. Od tego czasu oddałem się służbie dla Pana.
LW: A jak przyjęło tę zmianę w tobie twoje otoczenie?
BP: Początkowo wystąpiła przeciwko mnie moja matka, ponieważ była jeszcze bez Boga.
Potem zaczęły się sprzeciwy w pracy. Grożono mi zwolnieniem i złożeniem na mnie skargi, usiłowano skłonić mnie do odejścia od Boga, ale ja wcale się nie wahałem ani nie niepokoiłem się. Wcześniej, być może, byłbym w rozterce. Złożyć szlify oficerskie z powodu jakiegoś nieporozumienia byłoby dla mnie niedorzeczne. Ale Słowo Boże mówi nam: kiedy poprowadzą was przed sąd, nie troszczcie się, co będziecie mówić, bo Ja będę mówił za was.
Dlatego nie martwiąc się o swoje stanowisko powiedziałem: „Wy nic mi nie możecie zrobić, bo ze mną jest Pan.” I moi zwierzchnicy pogodzili się z tym. Natomiast współpracownicy nie tylko pogodzili się, lecz i sami z przyjemnością słuchali opowiadań, które w czasie wolnym od zajęć starałem im się przekazywać. Wszystkim opowiadam o Panu, aby chociaż jedną duszę doprowadzić do zbawienia. Nie będę mówił o tym, jakie ciemne sprawy były wcześniej w moim życiu. Wszystko to Pan mi przebaczył. Dziękuję i uwielbiam za to naszego Pana. Człowiekowi, który szczerze pokutuje, Pan przebacza wszystkie grzechy.
LW: Jesteś wojskowym i jednocześnie wierzącym w Boga… To trochę niezwykłe. Czy ludzie uważają to za normalne?
BP: Pan jest jeden dla wszystkich, także i dla wojskowych. Wszystkich kocha jednakowo. Nieraz zadawano mi to pytanie: jak ty, wojskowy, noszący broń, możesz służyć Bogu?” Otóż Słowo Boże uczy nas, jak możemy służyć Bogu. Kiedy Jan Chrzciciel chciał chrzcić ludzi w Jordanie, przyszli do niego żołnierze i zapytali: „A co mamy czynić?” On odpowiedział im na to, że powinni zadowolić się żołdem, nie szemrać i nie robić rzeczy niedozwolonych. Nigdzie w Piśmie Świętym nie jest napisane, że żołnierz nie powinien służyć Bogu. Przeciwnie, z Pisma Świętego wiemy, że dwóch setników upamiętało się i zarówno oni, jak i cały dom służyli Panu Jezusowi Chrystusowi. Każdy człowiek wierzący odpowiedzialny jest przed Bogiem za swoją konkretną służbę.
LW: Borys, widzę, że cieszysz się doskonałym zdrowiem. Czy przed twoimi przeżyciami także byłeś w takiej kondycji?
BP: Tak. Tego rodzaju służba wymaga doskonałego zdrowia. Okresowo przechodzimy przez rygorystyczne badania wojskowych komisji lekarskich.
LW: Opowiedz, proszę, co się z tobą stało?
BP: Pan wskrzesił mnie z martwych! W dniu 27 lipca 1998 wróciłem z pracy do domu do swojej wioski. Wtedy coś się ze mną stało. Co właściwie, tego nie mogę powiedzieć, ale zostałem całkowicie sparaliżowany i straciłem przytomność. Według relacji żony, kiedy straciłem przytomność, przewieziono mnie do szpitala. Tam stwierdzono wylew. Byłem tam kilka dni nieprzytomny. W tym stanie przewieziono mnie na oddział reanimacji do Chmielnickiej Kliniki Okręgowej. Tam lekarze dalej walczyli o moje życie. Jednak postępujący wylew nie pozwolił im uratować mnie i dnia 1 sierpnia 1998 zmarłem.
LW: Jak rozległy był twój wylew?
BP: Jak później się dowiedziałem, lekarze ustalili, że objął 95% mojego mózgu. Wszystkie przyrządy i sondy, podłączone do mojego ciała, sygnalizowały śmierć. W orzeczeniu lekarskim lekarze wymienili rozległy wylew i jeszcze około dziesięciu innych faktów diagnostycznych, potwierdzających śmierć.
Dzieje Apostolskie 2,38
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.





Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12011

  • d-spot
  • d-spot Avatar
  • Wylogowany
  • Sieradzanin pełną gębą
  • Posty: 1118
  • Oklaski: 0
Lecz się :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12012

hmm a tatko to kto jakis kleryk czy co? :ksiadz:
Nieważne, by smakowało, ważne, by sponiewierało!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12013

  • zodiak72
  • zodiak72 Avatar
  • Wylogowany
  • To wcale nie spamer
  • Posty: 804
  • Oklaski: 0
Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię

to jest poprawna pisownia tego, co zaznaczylem: z powrotem

;-)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12015

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
Śmierć stwierdzona przez lekarzy

LW: Czy lekarze po stwierdzeniu twojej śmierci zaraz powiadomili twoją żonę ?
BP: Tak, i nie tylko ją samą. Otóż moi współpracownicy dzwonili do szpitala co 15 – 20 minut, dowiadując się ciągle o stanie mojego zdrowia. Powiedziano im, że ich kolega już nie żyje. Umarł. W pracy zaczęli więc zbierać pieniądze na pogrzeb, zamówili już dla mnie grób, wieńce i wszystko pozostałe, niezbędne w tej ceremonii. Krótko mówiąc, przygotowywali mi pogrzeb. Wydaje mi się, że nagły zgon takiego faceta, tryskającego zdrowiem, oficera milicji, był wydarzeniem numer jeden i poruszył wiele osób. Świadczyły o tym bezustanne telefony do szpitala od moich współpracowników.
LW: Czy w chwili twojej śmierci żona była przy tobie?
BP: Tak, ale na sam oddział reanimacji jej nie wpuszczono. Żona powiedziała mi później, że bez przerwy modliła się do Boga o moje uratowanie, a w czasie, kiedy lekarze toczyli zaciętą walkę o moje życie, żona zadzwoniła do pastora Nikołaja w mieście Mariupol. Opowiedziała mu, co stało się ze mną, i prosiła o modlitwę. On pocieszał żonę i powiedział, że w Mariupolu przebiega właśnie wielotysięczny festiwal chrześcijański i że wszyscy będą modlić się o Borysa. Tak też się stało. W czasie modlitwy Bóg przemówił do Nikołaja, że sytuacja ta nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą. A tymczasem w szpitalu miał miejsce dalszy przebieg wydarzeń. Lekarze powiadomili żonę o mojej śmierci i po trzech godzinach pozwolili jej towarzyszyć mojemu ciału, przewożonemu na wózku szpitalnym do prosektorium.
LW: Dowiedziałam się, że lekarzy obowiązuje przepis, którego nigdy nikomu nie wolno naruszyć w żadnej instytucji medycznej. Przepis ten mówi, że człowiek znajdujący się w oddziale reanimacyjnym, u którego stwierdzona została śmierć biologiczna, musi pozostawać tam jeszcze co najmniej przez dwie godziny i dopiero potem może zostać przetransportowany do prosektorium.
Dzieje Apostolskie 2,38
Ostatnio zmieniany: 7 lata 9 miesiąc temu przez tatko.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12017

  • loopy
  • loopy Avatar
UWAGA KOMUNIKAT:

POSZUKIWANY:

Podejrzany o to, że w latach 2007-2009 dopuścił się powszechnego wypisywania idiotyzmów na publicznych forach miasta Sieradz. Cały czas opowiadał jakieś głupoty i zwroty, które może i brzmią mądrze, ale w rzeczywistości to tylko pozory- w sumie nikt nigdy nie doczytał jego powieści do końca, bo w przeciwieństwie do tego osobnika niektórzy mają ciekawsze rzeczy do roboty.
Ponadto usilnie dokonywał działań mających nakłonić powszechną rzeszę do zmiany poglądów, bo on uważa, że wiara w zabobony to jedyna rzecz jaką człowiek może robić w życiu. Ciężko mu zrozumieć, że każdy SAM nadaje sens swojemu życiu- Alkoholik powie, że sensem jest alkohol, erotoman stwierdzi, że dla niego sensem jest seks, narkoman - narkotyki, miłośnik sportu - sport itd. Ogólnie to udaje wysłannika Boga, co może prowadzić do powszechnego lęku i dezorganizacji społecznej, grożąc przy tym apokalipsą.


Rysopis:
Dziadyga po 50'tce, prawdopodobnie odziany w ciemnego koloru szatę zakonnika przepasaną białym pasem karate. Włosów na głowie brak, ponieważ na jego głowie nie ma miejsca na 'jakieś tam' włosy. Obuwie - tzw. Japonki z powbijanymi od spodu gwoździami, żeby nawet chodzenie było dla niego dawką ascezy. Na plecach tornister z wizerunkiem postaci Teletubiś.

Portret pamięciowy:
Sporządzony na podstawie zeznań 3 świadków będących pod wpływem środków odurzających w Parku(jeden stał, drugi siedział na ławce, trzeci niestety już leżał) w związku z tym powstała rozbieżność, co do rozmiaru osobnika:

http://wrebowa.wrzuta.pl/sr/f/4fxQcZkbs5E/biblia_tesco

Podejrzany widziany ostatni raz w okolicach rzeki Warty, dopuszczał się wędzenia kiełbasy na żeliwnym grillu oraz mycia stóp w rzece.

Wszelkie informacje proszę kierować do zakrystii kościoła parafialnego.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12021

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
Ciekawe, kogo szukają. W każdym razie temu poszukiwanemu też moge pomóc znaleźć Boga.


Literatura medyczna o możliwości powrotu do życia.

LW: Aby zrozumieć obraz kliniczny tego, co zaszło, zwróciłam się po informacje do literatury medycznej. Oto co napisano w encyklopedii: „Wylew – zakłóceniu krwioobiegu w mózgu głowy, powodujące martwicę tkanki mózgowej.” („Kraskaja medicinskaja encyklopedia”, Wydawnictwo „Sowietskaja encyklopedia” 1974r, tom 1, str. 506) „Ożywienie organizmu. Śmierć kliniczna stanowi ostatnią odwracalną fazę umierania organizmu od momentu przerwania oddechu i krążenia krwi do początku pojawienia się w ośrodkowym układzie nerwowym nieodwracalnych zmian, kiedy to śmierć staje się już śmiercią biologiczną. Długość śmierci klinicznej człowieka zależy od przyczyny rozwoju, stanu termicznego, długości umierania, wieku itd. W zwyczajnych warunkach temperaturowych śmierć kliniczna trwa 4-6 minut, po upływie których przywrócenie działania ośrodkowego układu nerwowego jest niemożliwe.” I dalej: „Czynności reanimacyjne należy podjąć natychmiast po stwierdzeniu objawów śmierci klinicznej, a jeszcze lepiej – nie dopuszczając do całkowitego ustania oddechu i czynności serca. Jeśli czynność serca nie zostaje wznowiona, czynności reanimacyjne należy prowadzić do skutku. Oznaki skuteczności: ustąpienie sinicy, pojawienie się spontanicznych wdechów (im wcześniej wystąpią, tym lepsza prognoza), obecne tętno na głównych naczyniach krwionośnych zgodne z rytmem masażu, zwężenie źrenic. Jeśli oznak takich brak w przeciągu 20-25 minut, reanimację można przerwać.” (tom2, str.). Wiadomo, że po stwierdzeniu śmierci klinicznej Borysa lekarze przez 30 minut walczyli o jego życie, a po stwierdzeniu śmierci biologicznej upłynęły jeszcze nie mniej niż dwie godziny, w ciągu których znajdował się na oddziale reanimacji. Oznacza to, że procesy nieodwracalne i śmierć tkanki mózgowej nastąpiła już dawno, skoro na ożywienie po śmierci klinicznej pozostaje tylko 4-6 minut. W danym przypadku człowiek nie może więc już być „bardziej martwy”. Śmierć Borysa została stwierdzona przez lekarzy i potwierdzona przez przyrządy, podłączone do jego ciała.
Dzieje Apostolskie 2,38
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12025

  • Adamek29
  • Adamek29 Avatar
Pisałem już kiedyś, że filozofia to nie mój konik, ale dodam jeszcze taką rzecz.

Z racji ukończonych studiów o promilu...profilu humanistycznym :glupawka: musiałem chodzić na wykłady z filozofii. Nudno było, ale raz profesorek powiedział coś co utkwiło mi do dziś i co opisuje cały wszechświat i wszystko po za nim: To co jest to jest, a to czego nie ma, to nie ma.
Ot w prostych słowach podsumował cały dorobek wszystkich osób z umiłowaniem do nauki :twisted:
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12028

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
Widziałem niebo, rozmawiałem z Bogiem.

LW: A teraz, Borys, opowiedz o swoich doznaniach. Co widziałeś?
BP: Po wewnętrznym jakby popchnięciu w ciele poczułem się przytomny i zacząłem widzieć swoimi oczami to, co było wokoło. Zacząłem widzieć wszystko jakby z góry. To moje dusza wyszła i patrzyła na moje ciało. Wokoło byli lekarze w białych kitlach, a do mojego ciała podłączonych było wiele urządzeń. Lekarze starali się doprowadzić mnie do normalnego stanu, biegali, uwijali się, wprowadzili wszystkie możliwe preparaty, ale nic nie działało. Zacząłem oddalać się od ziemi. Ona ciągle malała i wreszcie widziałem ją bardzo, bardzo małą, a potem zniknęła zupełnie. Mojemu ruchowi towarzyszył ciągły gwizd w uszach. Następnie znalazłem się w niezwykłym miejscu, które było tak jasne, że poczułem się bardzo dobrze. Nie wiem, jak to widzenie czy doznanie wyrazić słowami, ale chciałbym abyście wyobrazili sobie to, co pokazał mi Bóg. Zobaczyłem złote schody, które jaśniały od promieni Bożej chwały. Schody były bardzo szerokie. Po obu stronach były złote poręcze, wzdłuż których od dołu do góry stali skrzydlaci aniołowie w białych lnianych ubiorach ze złotymi pasami. Ich włosy były białe, twarze lśniące jak tęcza, a oczy jak dwie lampki. Twarze mieli ludzkie. Ich nogi i ręce miały kolor błyszczącej miedzi. Wyglądem zewnętrznym aniołowie byli podobni do ludzi. Wokoło schodów i pod nimi stało ogromne mnóstwo aniołów bez skrzydeł. Wszyscy aniołowie śpiewali psalm. Co ciekawe, aczkolwiek nie wiem, w jakim języku śpiewali, dobrze rozumiałem ich słowa. Oni śpiewali „Godzien jesteś Panie, wszelkiej chwały i czci. Ty, Panie, stworzyłeś niebo i ziemię, Godzien jesteś tej chwały!” Na końcu tych schodów zobaczyłem niezwykłe światło. Nie takie, jak światło słońca lub aparatu do spawania, które drażni wzrok, lecz bardzo jasne, ale przy tym miękkie, wydające z siebie ciepło, uciszenie, radość i pokój. Wypełniło mnie to takim zachwytem, że nie da się tego przekazać. Ten zachwyt ciągle wzrastał i moja radość była bez granic. A potem z miejsca, gdzie było to prześliczne światło, usłyszałem głos: „Synu Mój, podejdź do Mnie, a Ja coś ci pokażę. Udzielę ci pomocy.” Z ogromnej liczby aniołów wystąpili dwaj i stanęli obok mnie nieco z tyłu. Jeden stał po lewej stronie, drugi po prawej, w odległości na pół ciała ode mnie. Nie odwracałem głowy, nie oglądałem się do tyłu, ale miałem takie odczucie, że mój wzrok obejmuje całe 360 stopni pola widzenia. Nie odczuwałem żadnego niepokoju ani dyskomfortu. Byłem absolutnie spokojny i tak radosny, że po prostu nie sposób przekazać tego słowami ani wtedy, ani teraz. Nikogo nie pytałem, gdzie jestem, co ze mną się dzieje, ani co będzie dalej. Miałem całkowitą pewność siebie i uczucie, że znajduję się właśnie w miejscu, z którego pochodzę. Czułem się, jak gdybym mieszkał tam na stałe. I oto Duch Święty przeniósł mnie na wielka polanę, po której biegały prześliczne białe konie, a pośrodku polany stało ogromne, ogromne miasto w kształcie sześcianu. Zacząłem zbliżać się do niego. To zbliżenie się nie było takim jak chód człowieka po ziemi. Przemieszczałem się nie dotykając nogami gruntu, było to jak unoszenie się, czy ślizganie się. Aniołowie towarzyszyli mi. Im bliżej byłem tego miasta, tym większy był mój zachwyt tym, co widziałem. Wysokie, bardzo wysokie mury były jaśniejące i różnobarwne.
W sumie było 12 kolorów. One błyszczały i mieniły się w blasku światła. Widziałem fundament miasta, który zbudowany był z 12 kamieni szlachetnych. Widziałem też perłowe bramy, po trzy z każdej strony. Perły bram były bardzo wielkie. Nie mierzyłem ich, ale oceniam, że każda perła miała ponad dwa metry. Widziałem tylko dwie strony miasta i 6 bram, ponieważ Pan prowadził mnie do tego miasta pod kątem. Kiedy wchodziłem przez bramę do miasta, zobaczyłem dwa napisy. Jeden nad bramą, a drugi pod nią. Nad bramą było imię jednego z potomków Izraela, a u dołu imię apostoła. Niestety nie wiem, przez którą bramę Pan prowadził mnie do Nowego Jeruzalem, aczkolwiek bardzo chciałbym teraz to wiedzieć. Kiedy wszedłem do miasta, zamarłem z podziwu; miasto było całe ze złota. Złoto było tak czyste, że jeszcze nigdy nie widziałem takiego blasku. Wcześniej widywałem błyszczące nowe wyroby jubilerskie w sklepach, ale to nie jest niczym w porównaniu z tym, co widziałem w tej chwili. Złote ulice, złote domy, złote drzwi – wszystko ze złota przezroczystego jak szło. Nie mogłem sobie wyobrazić, jak złoto, twardy metal, może być przeźroczyste. A teraz zobaczyłem to i zapragnąłem tego dotknąć. Dotykałem ścian, wchodziłem do niektórych domów, przypatrywałem się wszystkiemu i zdumiewałem się nad tym, co widziałem. Potem poszedłem w stronę centrum miasta i zobaczyłem tam niezbyt szeroką rzekę, nad którą rosło wielkie drzewo. Jego korzenie były po obu stronach rzeki i splątały się ze sobą łukiem, tworząc pień drzewa. Gałęzie drzewa nachylały się ku ziemi po obu stronach rzeki. Wisiały na nich owoce, przypominające śliczne, dojrzałe gruszki koloru żółtego z odcieniem różowym. Były wielkości mniej więcej litrowego słoika. Liście drzewa koloru sytej zieleni, można powiedzieć szmaragdowego koloru, kształtem przypominały liście lipy, z małymi ząbkami po brzegach, lecz bardzo duże, jak liście łopianu.
Zobaczywszy to bajkowe piękno, zapragnąłem wziąć jeden z owoców tego drzewa. Wyciągnąłem rękę i ze zdumieniem zobaczyłem, że moja ręka nie jest zwyczajna, lecz jakby przeźroczysta. Kiedy byłem już gotowy zerwać owoc, anioł, który był tuż za mną po prawej stronie, wyciągnął rękę i zagrodził mi dostęp do owocu. Gestem palca pokazał, że zrywać na razie nie należy. Stało się coś dla mnie nieoczekiwanego. Nie rozgoryczył mnie ten zakaz i odszedłem od drzewa bez żalu. Wyobraźcie sobie, znajdować się w takim miejscu i nie skosztować ani nawet nie dotknąć tego pożądanego owocu?! Mogło wywołać to we mnie uczucie zawodu, ale tak się nie stało. W ogóle w mieście tym ani razu nie doświadczyłem żadnej przykrości. Co jeszcze ciekawe, w mieście tym nie widziałem żadnych cieni, ani od drzewa, ani od domów. Tam wcale nie ma nigdzie cieni ani żadnych punktów oświetlenia. Nie widziałem ani słońca, ani żadnych świateł, ale było tam światło niezwykle jasne i tak przyjemne, że mój zachwyt nie miał granic. Kiedy zobaczyłem centrum tego promieniowania, pochyliłem głowę i poczułem nieodparte pragnienie uklęknięcia. Anioł jednak podtrzymał mnie, a ja usłyszałem głos: „Synu Mój, to co ci pokazałem, na razie wystarczy. Powinieneś teraz powrócić, aby ogłosić Moją chwałę, moc i potęgę, aby przekazać to, co zobaczyłeś i usłyszałeś.” Zrozumiałem, że mówi do mnie Pan i zacząłem Go prosić, aby pozostawił mnie tam, gdzie byłem. Poprosiłem: „Panie, nie chcę wracać!” Pan powiedział jednak do mnie: „Masz żonę i trójkę dzieci. Powinieneś wrócić do nich, bo dla ciebie nie nadszedł jeszcze czas, aby być tutaj.” Wtedy modliłem się ponownie: „Panie, nie chcę wracać. Pozwól mi pozostać przy sobie!” Ale Pan powiedział mi: „Synu Mój, bądź posłuszny i opanowany, nie szemraj, lecz wracaj z powrotem. Powinieneś rozgłosić Moją chwałę.”
Dzieje Apostolskie 2,38
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12031

  • Damian
  • Damian Avatar
  • Wylogowany
  • Starszy sieradzanin
  • Posty: 108
  • Oklaski: 0
:ksiadz:
kurcze, myślałem, że już nic w życiu nie może mnie zdziwić...
ręka do góry, kto doczytał do końca :)
Ostatnio zmieniany: 7 lata 9 miesiąc temu przez Damian.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12034

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
Panika wśród personelu szpitala

W mgnieniu oka przebyłem w przestrzeni taką odległość, że zobaczyłem Ziemię. Zbliżywszy się i znajdując się jakby w górze, zobaczyłem następujący obraz: na noszach umieszczonych na wózku szpitalnym, pracownicy szpitala wieźli ciało, przykryte prześcieradłem, spod którego widać było nogi człowieka. Kiedy zobaczyłem moją zapłakaną żonę, która szła obok wózka, zrozumiałem, że to wiozą mnie. Jeden z pracowników uspakajał ją, mówiąc do niej, by tak się nie zamartwiała i usiłując nie wpuścić jej do pomieszczenia, do którego zawozili ciało. W tym pomieszczeniu na stołach leżeli ludzie, przy czym niektórzy z nich byli pocięci. Zrozumiałem, że przywieźli mnie do prosektorium. Właśnie zamknęli przed moją żoną dwuskrzydłowe drzwi, podczas gdy wózek z ciałem był już w sali sekcyjnej. Sanitariusz, który przedtem uspakajał żonę, i pielęgniarka, zaczęli oddalać się. Kiedy zobaczyłem to wszystko, poczułem pchnięcie z klaśnięciem i szybko opuściłem się do swojego ciała. Tutaj poczułem jakby podmuch wiatru, ogromną siłę, która wyrwała drzwi prosektorium. Dwuczęściowe drzwi zostały wyrwane z zawiasów i upadły płasko na podłogę, a wózek z ciałem został wypchnięty z pomieszczenia prosektorium. Potem górna część mojego ciała podniosła się na wózku, zaś prześcieradło zsunęło się. Sanitariusz, opierając się o ścianę, upadł na podłogę, pielęgniarka także. Oboje leżeli na wpół przytomni. Przyszła jeszcze jedna pielęgniarka i gdy zobaczyła mnie siedzącego, zemdlała.
Ta sama nadnaturalna siła postawiła wózek, na którym siedziałem, w pozycji pionowej, tak, że znalazłem się stojąc na nogach. Wózek opadł w tył i potoczył się z powrotem do prosektorium. Chciałem iść, ale nie mogłem. Miałem takie uczucie, jakbym nie był w swoim ciele. Ono nie było mi posłuszne. Wtedy zacząłem modlić się, ponieważ moje myśli były całkiem sprawne. Wszystko widziałem, wszystko słyszałem, ale głosy były jakieś takie obce, rozwlekłe. Było takie uczucie, jak gdyby ktoś puszczał taśmę w magnetofonie na zmniejszonej prędkości. Zacząłem wołać do Pana i prosić Go, aby dał mi siłę do chodzenia. Kiedy skończyłem modlitwę, poczułem potężny przepływ energii. Miałem takie odczucie, jak gdyby włosy oddzieliły mi się od głowy, a tysiące igiełek dotykało mojej czaszki. Otrzymałem taki przypływ siły, że wydawało mi się, jak gdyby moje nogi wtopiły się w podłogę. Poczułem ciepło i ogromną siłę od głowy do stóp, po czym pod kierownictwem Ducha Świętego zacząłem iść w kierunku pokoju lekarzy, w którym zgromadzeni lekarze naradzali się. Żona padła na kolana i dziękowała Bogu za to, że mnie wskrzesił, a kiedy się opamiętała, chwyciła prześcieradło i pobiegła za mną, aby przykryć moją nagość. Po drodze pracownicy szpitala widząc mnie, uciekali z krzykiem. Niektórzy upadali, inni zamykali się w pokojach. Żona dogoniła mnie przed pokojem lekarzy i narzuciła na mnie prześcieradło. Podszedłem i lekkim pociągnięciem ręki otworzyłem drzwi pokoju lekarskiego. Później dowiedziałem się, że lekarze zamknęli pokój na klucz i wewnątrz zabarykadowali się, przysuwając szafę do drzwi. Drzwi jednak mogłem otworzyć całkiem lekko, bo otwierała je moc Boża. Kiedy wszedłem do pokoju lekarzy, niektóre osoby z personelu lekarskiego zemdlały, a pozostali stłoczyli się w najdalszym kącie i krzyczeli: „Kim jesteś? Czego od nas chcesz” Zostaw nas w spokoju!” Ja uspakajałem ich: „Nie bójcie się, dajcie mi tylko odzież.” Widząc na ich twarzach zastygły strach, nieopisane przerażenie, zrozumiałem, że nie należy wyjaśniać tym biednym, wystraszonym lekarzom mojego wskrzeszenia. Nie miałoby to sensu. Cokolwiek bym im nie powiedział, oni i tak nie słuchaliby tego i nie zarejestrowaliby żadnych moich słów. Byli w stanie słyszeć tylko gwałtowne bicie swoich serc. Powtórzyłem więc: „Dajcie mi odzież i pójdę do domu.” Lekarze pozwolili mi szybko stamtąd odejść, ponieważ moja obecność napełniała ich przerażeniem. Kiedy wyszedłem z dyżurki lekarzy, postałem przez chwilę na korytarzu. I co ciekawe, kiedy zacząłem iść, pierwsze cztery moje kroki pozostawiły na podłodze ślady jakby wody, mimo że byłem całkiem suchy i prześcieradło na mnie także. Nie wiem, co to takiego, ale tak było. Ubrałem się. Żona zadzwoniła przez telefon, przysłali nam samochód i pojechaliśmy do domu.
LW: Wiesz, Borys, rozumiem te panikę i szok lekarzy na twój widok. To co widzieli było całkowicie sprzeczne zarówno z tym, czego ich uczono w instytucie, jak i z tym, co znali ze swej praktyki medycznej. Zrozumiałe, że to nie śmierć ich wystraszyła, bo z nią stykają się codziennie. To twój powrót do życia tak trudno było ogarnąć ludzkim rozumem. Nikt nie wie tak dobrze, jak właśnie oni, że zakrzepła krew w zamkniętym wnętrzu czaszki nie ma się gdzie podziać, a zwłaszcza przy tak rozległym, 95-cio procentowym jej wylewie. Nie mogło być żadnej pomyłki. Po daremnej walce orzekli twoją śmierć. Wszystkie przyrządy potwierdzały słuszność takiego orzeczenia. Znajdowałeś się w ich pobliżu martwy jeszcze przez co najmniej 2,5 godziny, po czym odwieźli cię do prosektorium. Nieodwracalne procesy w ośrodkowym układzie nerwowym dawno już nastąpiły. I to wszystko. Koniec… I tu nagle zmarły nie tylko odetchnął, lecz przyszedł na swoich nogach i w dodatku rozmawia jeszcze z nimi normalnie. Oni nie byli przygotowani na taki cud. Na dodatek, twojemu wskrzeszeniu towarzyszyła taka moc Ducha Świętego, że w prosektorium zostały wyrwane z czterech zawiasów podwoje drzwi wejściowych i upadły płasko na podłogę. Wózek został wypchnięty, przewrócony i wtoczony z powrotem do kostnicy. I to wszystko w obecności pracowników szpitala.
Wiadomość o tobie wyprzedziła twoje nadejście. Lekarze zdążyli już zamknąć się na klucz w swoim pokoju i zabarykadować się od wewnątrz. A mimo tego mocą Ducha Świętego drzwi tego pomieszczenia otworzyły się z łatwością, co było dla nich również niepojęte. Dlatego ogarnął ich zabobonny strach. Biedny rozum ludzki nie był w stanie pomieścić w sobie tego wszystkiego…
Dzieje Apostolskie 2,38
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12037

  • Anonymous
  • Anonymous Avatar
zodiak72 napisał:
Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię

to jest poprawna pisownia tego, co zaznaczylem: z powrotem

;-)

O Jezu, aż normalnie krzyknęłam jak to ujrzałam, tzn. tatki wyczyn. :D

:?
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12060

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
Oszołomienie współpracowników

LW: Borys, przerwaliśmy na tym, ze pojechałeś do domu samochodem. Co było dalej?
BP: Jechałem do domu w pełnym zdrowiu na przednim siedzeniu samochodu. Po drodze mijaliśmy posterunek kontroli drogowej (GAI), gdzie dyżurował milicjant, z którym pracowaliśmy w jednym zespole. Kiedy mnie zobaczył, zachwiały mu się nogi i upadł na ziemię. Żona poradziła mi: „Wysiądź i powiedz mu, że wszystko jest w porządku i że żyjesz.” Ja odpowiedziałem jej: „Nie zrobię tego, bo się boję, ze mógłby umrzeć.” Nasz kierowca miał jakąś sprawę do załatwienia w swojej bazie terenowej. Nie zajęło mu to wiele czasu, a kiedy jechaliśmy dalej i zbliżyliśmy się do wsi, zobaczyliśmy tego samego milicjanta. Na swojej służbowej „niwie” jakąś okrężną drogą wyprzedził nas i stał na drodze, aby jeszcze raz upewnić się, że naprawdę byłem to ja i że nic mu się nie pomieszało. Zobaczywszy mnie zdjął czapkę, wytarł pot, wzruszył ramionami i pojechał w stronę terenowej komendy milicji. Po powrocie do domu dosłownie w ciągu pół godziny zjechali się u mnie przełożeni, chcący przekonać się, czy ja rzeczywiście żyję, czy też może ten milicjant - którego spotkaliśmy, postradał zmysły. Kiedy wyszedłem, aby ich przywitać w przestrachu zaczęli się cofać jakby zobaczyli jakąś zjawę. Poprosiłem ich, aby usiedli i zacząłem opowiadać im o moim wskrzeszeniu. Przytakiwali, ale ich twarze były tak wystraszone, że to, co im mówiłem, nie tylko nie przekonało ich, ale nawet do nich nie docierało. Starali się jak najszybciej pojechać, aby nie być w mojej obecności. Kiedy następnego dnia poszedłem do pracy, naczelnik nie pozwolił mi przystąpić do zwykłych czynności i powiedział: „Nie mogę pozwolić ci pracować, ponieważ po wylewie i innych wtórnych schorzeniach, które stwierdzili u ciebie lekarze, należy ci się w najlepszym razie pierwsza grypa inwalidzka. Nie mówiąc już o twojej śmierci i zagadkowym wskrzeszeniu…”
A czy ty wierzysz swoim oczom? – zapytałem.
– Wierzę – odpowiedział.
– Czy słyszysz mnie?
– Słyszę.
– Widzisz mnie?
– Widzę – odpowiedział.
– No to uszczypnij mnie, bo może słabo mnie widzisz. Jestem tak samo zdrowy, jak i ty – powiedziałem.
– To niemożliwe – odparł.
Dzieje Apostolskie 2,38
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12061

  • zodiak72
  • zodiak72 Avatar
  • Wylogowany
  • To wcale nie spamer
  • Posty: 804
  • Oklaski: 0
Wypowiedź z blogu:
http://blogfrog.pl/index....ZM-PROTESTANCKI

Dlaczego wydaje mi się, że wiem o KIM wspomina autor w tej wypowiedzi?;-))

FANATYZM PROTESTANCKI

Tyle wytykam katolikom - piszę o błędach doktrynalnych katolicyzmu, o fałszywych naukach, o arogancji, agresji... Ale to nie jest tak, że jedna strona jest zła, a druga jest tylko "dobra", "czysta" i "niewinna". Ostatnio coraz częściej spotykam się z fanatycznie wręcz antykatolickim nastawieniem ludzi z Kościołów protestanckich - że kult słońca ("Każdy kto ma odrobinę wiedzy o katolicyzmie i o historii wie, że katolicyzm jest to starożytny kult solarny" - co za bzdura!), że katolicyzm nie jest wyznaniem chrześcijańskim, że protestant nie może się modlić razem z katolikiem, bo to tak jak modlić się z poganinem ("Modlitwa chrześcijanina z katolikiem jest niedopuszczalna. Nie ma na świecie jednego katolika który jest chrześcijaninem. (...) Teraz poważnie: MODLITWA Z KATOLIKAMI JEST BARDZO POWAŻNYM GRZECHEM. Jeśli ktoś się z nimi modli, mam poważne wątpliwości czy jest on rzeczywiście chrześcijaninem" - wypowiedź z forum "Protestanci"), że nie można być prawdziwym czcicielem Boga (prawdziwie kochajacym Boga) i być katolikiem, że nie można być nawróconym i katolikiem...

Gdy czytam niektóre wypowiedzi protestantów o katolicyzmie, to naprawdę robi mi się bardzo przykro, bo ta nienawiśc i pogarda czasem stają się tak bardzo widoczne. Podobno reprezentują oni prawdę (ewangeliczne chrześcijaństwo), walcząc z fałszem (katolicyzmem) - jeśli walczą po stronie prawdy, to czemu nie wahają się do swej walki używać kłamstw? To jest bardzo przykre.



Czasem odnoszę wrażenie, że dla niektórych osób wrogość wobec katolicyzmu jest wyznacznikiem ich własnej wiary. Fanatyzm budzi moją odrazę niezależnie od tego po której stronie występuje - katolickiej, prawosławnej czy protestanckiej. I czasem nie dziwię się jednemu z moich znajomych - Michałowi - że widząc pewne postawy protestantów wrócił do rzymskiego katolicyzmu. Bo czytając tak przykre słowa o katolicyzmie, jakie piszą czy mówią niektórzy protestanci - i doświadczając co czeka tego, kto odważy się vbronić katolików - można przeżyć coś jeszcze gorszego niż utrata zaufania do protestantyzmu, niż zrażenie się do niego. Można całkowicie utracić wiarę.

Dlaczego ludzie, którzy czytają Ewangelię nie widzą tego, że Jezus uczył innej walki? Dlaczego nie widzą tego, że Jezus uczył głoszenia prawdy, a nie posługiwania się półprawdami czy wręcz idiotycznymi, niedorzecznymi kłamstwami? Dlaczego nie widzą tego, że w pogardzie, z jaką odnoszą się do katolików nie ma tej miłości bliźniego, którą Pan nam pokazał? Dlaczego nie widzą tego, że traktowanie katolików jak pogan i pogardzanie nimi dlatego, ze są pogrążeni w błędach jest złe? Dlaczego inna miarą mierzą błędy katolickie a inna prostestanckie (wszak i w protestantyzmie nie brakuje przegięc, wprowadzane są niekiedy nauki nie majace nic wspólnego z Biblią, a jednak nikt tego aż tak nie piętnuje!)? Dlaczego używanie języka miłości ograniczają do tych tylko, którzy zgadzają się z ich osobistymi poglądami religijnymi?

Długi czas miałem mocno wyidealizowaną wizję protestantyzmu. Ona teraz w krótkim czasie - pod wpływem zachowań kilku osób - poszła w ruinę. I jeśli nie porzucam od razu Kościoła ze względu na zgniłe owoce, które widzę, to tylko dzieki temu, że staram się swoją wiarę budować na Bogu a nie na ludziach. Tym, co widzę, i czego doświadczam jestem zdruzgotany, ale trzymam się Boga tak, jak potrafię - na przekór szatanowi, który - widzę to - także i ludzi wierzących wykorzystuje, aby wyrwać mnie z Kościoła Chrystusowego, aby podkopać moją wiarę. Jestem zbulwersowany tym, co widzę. Nie można jako doktryny wiary przyjmować antykatolicyzmu, bo taka doktryna jest tak samo fałszywa, jak doktryny katolickie. Nie można walczyć o prawdę posługując się kłamstwem, pomówieniami i poniżaniem. Jeśli takie zjawiska występują, to z Bogiem ma to jeszcze mniej wspólnego niż rzymski-katolicyzm. Podstawą życia chrześcijańskiego jest osobista społeczność z Bogiem, a ta odbija się także w podejściu do innych ludzi. Człowiek, który ma społeczność z Bogiem nie posługuje się kłamstwem i pomówieniami, nie oskarża fałszywie, nie poniża, nie wyraża pogardy...

Jest mi bardzo przykro, gdy widzę, że za pięknymi słowami, zapewnieniami o "wierze ewangelicznej" nie idą czyny i słowa zgodne z tym, co znajdujemy w Ewangelii. Boli mnie, gdy widzę, że pro-chrystusowośc zastępowana jest przez anty-katolicyzm. I ja w takich działaniach i w takich słowach nie widzę Boga. Bo one prowadzą tylko do ruiny duchowej, a nie do duchowego wzrostu. I to "po obu stronach barykady" - prostestantyzm niszczy od wewnątrz, a katolików zraża do prostestantów i zamyka ich na Ewangelię Chrystusową. Wstyd mi za ludzi, którzy zioną nienawiścią do katolicyzmu, a imię Chrystusa mają na ustach.

;-)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

Jedni do piekła, drudzy do nieba, inni spowrotem na ziemię 7 lata 9 miesiąc temu #12081

  • tatko
  • tatko Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 685
  • Oklaski: 0
Wniosek końcowy komisji lekarskiej

LW: A co mówili lekarze ?
BP: Przez dwa i pół miesiąca byłem poddawany badaniom przez 15 różnych komisji lekarskich, które rozstrzygały zagadnienie, czy nadaję się do dalszego pełnienia służby. Lekarze usiłowali udowodnić, że muszą być jakieś następstwa przebytej choroby, że nie mogło wszystko ustąpić tak bez śladu. Ale wszystkie badania i ustalenia tych komisji stwierdziły moje całkowite zdrowie. Grupa lekarzy, głównie psychiatrów i neuropatologów, doszła do jednoznacznego wniosku, że jestem absolutnie zdrowy i nawet nadaję się do zespołu astronautów. Zostałem dopuszczony do dalszego wykonywania zawodu jako dyżurny operacyjny terenowego oddziału milicji. Lekarze orzekli, że jestem zdrów, jednak aż do tej pory wszyscy oni znajdują się w rozterce. Niektórzy z nich mówili, że gdyby osobiście nie stawiali mojej diagnozy opartej na badaniach, zdjęciach, elektrokardiogramach, to nigdy nikomu nie uwierzyliby, że to mogło się wydarzyć. Bo jakże to możliwe, aby skrzepy krwi w głowie mogły wchłonąć się bez żadnej ingerencji chirurgicznej?! Lekarze wtedy prosili mnie tylko o jedno, abym nigdzie o tym nie opowiadał, ponieważ zostałbym źle zrozumiany. Ale ja wiem, że wszelka nieprawda jest grzechem, bo tak napisano w Słowie Bożym. Powiedziano tam, że udziałem kłamców jest jezioro ogniste i że tacy Królestwa Niebios nie odziedziczą. Powiedziałem lekarzom: To, że znajduję się teraz tutaj, na ziemi, po wszystkim tym, co mnie spotkało, nie daje mi prawa, by milczeć. W Słowie Bożym powiedziano: „jeśli wy będziecie milczeć, to kamienie wołać będą.” Lekarze odpowiedzieli: No to twoja sprawa. My o wskrzeszeniu pisać nie będziemy.
Ale kilku lekarzy, którzy badali mnie, leczyli, a potem stwierdzili zgon, upamiętało się. Przyjęli Jezusa Chrystusa do swoich serc. Twierdzę, że Bóg to nie abstrakcja. Jest On osobą, która rozmawiała ze mną. On jest rzeczywisty i niebiosa są rzeczywiste.


ps.
Drogi zodiaku!
Widzę, że próbujesz działać na zasadzie: konia kują, a żaba nogę podstawia.
To nie jest temat o protestantach. Załóż taki temat i trzymaj się go. Jednocześnie zapraszam Cię serdecznie do rzeczowej rozmowy na temat tego niesamowitego przypadku wskrzeszenia zmarłego. Masz szansę się wykazać. A tak wygląda, że nikt nie chce z Tobą rozmawiać na zaproponowany przez Ciebie temat i próbujesz wetknąć go do bardziej poczytnego tematu na zasadzie; może w końcu uda mi się wprowadzić trochę zamieszania.

Pozdrawiam Cię serdecznie i błogosławię w imieniu Pana Jezusa Chrystusa
Dzieje Apostolskie 2,38
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3
Zasilane przez Forum Kunena